RSS
 

Archiwum - Wrzesień, 2012

Teatr jednego widza…

29 wrz
Teatr jednego widza…
Życie od innej strony, ma też swoje zalety. Dlatego warto nieraz zajrzeć i tam. Po co ?
Po to aby sprawdzić własną kondycję wytrzymałości. Znudziło mnie ciągłe mówienie o problemach, ono nigdy nie uczyni człowieka lepszym. Człowiek z natury lubi być pouczany jak i co robić. Lecz jest jedno ale… rola jaką odgrywamy w tym teatrze własnego życia, winna stanowić formę subtelnej nauki. Nasz teatr jest żywy, aktualny. Jeśli nie zrozumieją nas współcześni – już nigdy nie zostaniemy zrozumieni. Życie jakie przeżywamy nie jest  filmem, którego taśmy mogą poczekać do swojego czasu. Ocenę otrzymujemy w każdym dniu.
Wciąż odgrywamy nowe role, wystarczy się przypatrzeć naszym twarzom. Wchodzimy w rzeczywistość tej gry coraz bardziej. Jeżeli dokonujemy tego świadomie, różnica między „grać” i „żyć” – zaciera się.
Taka przemiana nazywa się reinkarnacją – ucieleśnieniem. Te serca biją w rytmie, jakie nada im odtwórca danej roli (aktor). I nieraz nie zdajemy sobie z tego sprawy, iż jest to mistyczne zjawisko boskiego pochodzenia.
Dlatego dobry aktor wie, że jest mu potrzebna niezbędna umiejętność ogarniania całości spektaklu i tego co mu w tym towarzyszy.
A więc..
W zasięgu naszej kontroli znajduje się nasz partner, publiczność / inaczej otoczenie/ charakteryzacja, peruka, światło, muzyka, wykonywane triki oraz przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Do tego należy jeszcze dodać tekst, w naszym przypadku program do odegrania.
Aktor zawsze musi działać zgodnie z plastyczną partyturą – ucieleśniać wszystkie pomysły, zadania reżysera, zapomnieć o dzieciach i rodzicach. Sztuka życia wymaga od nas zrozumienia różnych kultur i tak dalej .. i dalej…
Od dziecka fascynowała mnie gra . W wierszu do „Wyobraźni” napisałam takie słowa;
„Porwij ze sobą moje uczucia..
i leć z nimi wysoko,
i wolnością się nasyć…”
Co skłania mnie do przeżywania cudzego życia, nakładania innych twarzy i działania w ich imieniu ?
Dla mnie osobiście odgrywanie takiego aktorstwa zawsze wiąże się z możliwością pogłębienia mojego życia duchowego. Na moje życie miały wpływ różne instytucje. Jedną z nich była religia, której dogmaty są konserwatywne przez co hamują zatrzymanie życia duchowego na pewnym etapie (poziomie) .
Od jakiegoś czasu nie rozdzielam teatru (świata) od aktorstwa jakim jest życie. Traktuję je jak rzemiosło, a rzemiosłem można władać doskonale. Lubię, kiedy podczas pracy nad rolą, nad sztuką – coś we mnie łaskocze. W próbach, kiedy reżyser ( Bóg) objaśnia swoim aktorom swój zamysł poszczególnych scen ( Księga Apokalipsy), jak widzi postacie, czego oczekuje od aktorów, jak ciężko nad tym wszystkim pracuje, aby Jego teatr powstał. Wówczas łaskocze mnie coś w środku. Lubię to łaskotanie. Nie wiem, czy gdybym wybrała życie poprzez analityczny rozum – mogłabym przeżywać coś tak szczególnego.
Zawsze staram się być całkowicie szczera i otwarta w tym co czynię na scenie, czyli w tym świecie. Robę to, czego wymaga ode mnie reżyser (Bóg). I na jednym mi zawsze zależało, aby otoczenie mnie aprobowało taką jaką jestem w danej chwili. Nie znaczy to , że będzie mnie rozumieć.. tylko jak gościa przyjmować..
Wiersz jaki napisałam oddaje sentencję myśli tegoż artykułu..

Życie od innej strony, ma też swoje zalety. Dlatego warto nieraz zajrzeć i tam. Po co ? Po to aby sprawdzić własną kondycję wytrzymałości. Znudziło mnie ciągłe mówienie o problemach, ono nigdy nie uczyni człowieka lepszym. Człowiek z natury lubi być pouczany jak i co robić. Lecz jest jedno ale… rola jaką odgrywamy w tym teatrze własnego życia, winna stanowić formę subtelnej nauki. Nasz teatr jest żywy, aktualny. Jeśli nie zrozumieją nas współcześni – już nigdy nie zostaniemy zrozumiani. Życie jakie przeżywamy nie jest  filmem, którego taśmy mogą poczekać do swojego czasu. Ocenę otrzymujemy w każdym dniu.Wciąż odgrywamy nowe role, wystarczy się przypatrzeć naszym twarzom. Wchodzimy w rzeczywistość tej gry coraz bardziej. Jeżeli dokonujemy tego świadomie, różnica między „grać” i „żyć” – zaciera się.Taka przemiana nazywa się reinkarnacją – ucieleśnieniem. Te serca biją w rytmie, jakie nada im odtwórca danej roli (aktor). I nieraz nie zdajemy sobie z tego sprawy, iż jest to mistyczne zjawisko boskiego pochodzenia. Dlatego dobry aktor wie, że jest mu potrzebna niezbędna umiejętność ogarniania całości spektaklu i tego co mu w tym towarzyszy.

A więc..

W zasięgu naszej kontroli znajduje się nasz partner, publiczność / inaczej otoczenie/ charakteryzacja, peruka, światło, muzyka, wykonywane triki oraz przestrzeganie zasad bezpieczeństwa. Do tego należy jeszcze dodać tekst, w naszym przypadku program do odegrania. Aktor zawsze musi działać zgodnie z plastyczną partyturą – ucieleśniać wszystkie pomysły, zadania reżysera, zapomnieć o dzieciach i rodzicach. Sztuka życia wymaga od nas zrozumienia różnych kultur i tak dalej .. i dalej…Od dziecka fascynowała mnie gra .

W wierszu do „Wyobraźni” napisałam takie słowa;

„Porwij ze sobą moje uczucia..

i leć z nimi wysoko,

i wolnością się nasyć…”


Co skłania mnie do przeżywania cudzego życia, nakładania innych twarzy i działania w ich imieniu ?

Dla mnie osobiście odgrywanie takiego aktorstwa zawsze wiąże się z możliwością pogłębienia mojego życia duchowego. Na moje życie miały wpływ różne instytucje. Jedną z nich była religia, której dogmaty są konserwatywne przez co hamują zatrzymanie życia duchowego na pewnym etapie (poziomie) .Od jakiegoś czasu nie rozdzielam teatru (świata) od aktorstwa jakim jest życie. Traktuję je jak rzemiosło, a rzemiosłem można władać doskonale. Lubię, kiedy podczas pracy nad rolą, nad sztuką – coś we mnie łaskocze. W próbach, kiedy reżyser ( Bóg) objaśnia swoim aktorom swój zamysł poszczególnych scen ( Księga Apokalipsy), jak widzi postacie, czego oczekuje od aktorów, jak ciężko nad tym wszystkim pracuje, aby Jego teatr powstał. Wówczas łaskocze mnie coś w środku. Lubię to łaskotanie. Nie wiem, czy gdybym wybrała życie poprzez analityczny rozum – mogłabym przeżywać coś tak szczególnego. Zawsze staram się być całkowicie szczera i otwarta w tym co czynię na scenie, czyli w tym świecie. Robię to, czego wymaga ode mnie reżyser (Bóg). I na jednym mi zawsze zależało, aby otoczenie mnie aprobowało taką jaką jestem w danej chwili. Nie znaczy to , że będzie mnie rozumieć.. tylko jak gościa przyjmować..

Wiersz jaki napisałam oddaje sentencję myśli tegoż artykułu..

Lecz o jednym zapomnieć nie mogę, iż przeznaczeniem sztuki jest sumienie człowieka.

 
 

  • RSS